szukaj na stronie

Fluorocarbon i Seaguar

Termin "seaguar" powoli znikał z angielszczyzny, jak wielorybnictwo z cywilizowanych krajów. Jednym z nielicznych państw, w którym wciąż zabijanie wielorybów jest dozwolone, pozostała Japonia. Morski slang japońskich rybaków, jak każdy język ludzi morza, zawiera sporo angielskich słów - więc "seaguar" pozostał w tym zawodowym żargonie. Ale termin" seaguar" jest dzisiaj znany, dzięki najnowocześniejszym technologiom i wielkoprzemysłowej chemii. W 1966 r. w instytucie badawczym japońskiego koncernu chemicznego Kureha zauważono, że własności polifluorku winilidenu (PVDF), pospolicie zwanego fluorokarbonem, powinny się sprawdzić w produkcji żyłek wędkarskich.

Katalog Seaguar Eksperymentowano i w roku 1968 wyprodukowano pierwsze linki. Rok później uzyskano patent. Eksperymentowano dalej i w roku 1971 na rynek weszła pierwsza marka żyłki wytworzonej w 100 proc. z PVDF - rodzina Red Label. Była przebojem w roku 1972 na Wystawie Sprzętu Wędkarskiego w Osace. Razem z nią do wędkarskiego światka na trwałe dostała się nazwa SEAGUAR. I eksperymentowano dalej... Wędkarski flourokarbon miał wiele zalet - był wytrzymalszy, mocniejszy i mniej rozciągliwy od nylonowych żyłek. Jako że miał zbliżony do wody współczynnik załamania światła, nawet grube przypony były pod powierzchnią niewidoczne dla ryb. Niemal nie wchłaniał wilgoci i nie poddawał się promieniowaniu ultrafioletowemu. Szybko tonął. Powoli flourokarbonowe żyłki zaczęły być używane przez wędkarzy japońskich, głównie jako przypony strzałowe w wędkarstwie morskim. Miały jednak pewne wady - były zbyt sztywne i mało odporne na zgniatanie i zaginanie na węzłach a ich produkcja była bardzo kosztowna, a więc ceny detaliczne odstraszały. Najpoważniejszym problemem technologicznym było wytłaczanie równych, jednorodnych żyłek o jednolitych właściwościach. Krocie wydawano na kontrolę jakości i nowe maszyny. Mimo postępu, poprawiania jakości, odporności na ścieranie oraz zgniatanie, dostępne były tylko większe przekroje. Linki produkowane były z dwóch rodzajów żywic, w uproszczeniu - o mocarnej strukturze krystalicznej oraz jej "ciągliwym", elastycznym nośniku. 10 lat od Osaki zajęło inżynierom z Kureha dojście do jednolitego połączenia obu struktur i opracowanie Seaguar's Double Structure Technology, co można przetłumaczyć na seagurową technologię podwójnej struktury. W jeszcze większym uproszczeniu - struktura krystaliczna stanowi rdzeń linki, struktura ciągliwa rdzeń otacza i zarazem zespala obydwie. Wzajemnie przenikanie pozwala na idealną przezroczystość, "brak pamięci" oraz całościowe "zmiękczenie" linki. Wciąż była to jednak bardzo kosztowna technologia. Na "Seaguary"  pozwolić sobie mogli jedynie zamożni wędkarze lub bogato sponsorowani morscy wyczynowcy z Japonii, RPA oraz Australii. W 1982 roku trafiła na rynek pierwsza partia linek do montowania przyponów strzałowych. Katalog Seaguar Kolejne 12 lat zajęło Japończykom wdarcie się na amerykański rynek - trafili celnie żyłkami na przypony do Big Game w 1994 roku. na wędkarskiej wielkiej grze mało kto oszczędza. Eksperymentowano dalej, także z coraz nowocześniejszymi maszynami. "Fluorokarbony" stawały się coraz trwalsze, wytrzymalsze, "miększe". Oraz coraz cieńsze. "Przeciekły" do Ameryki i Europy, nadal jednak były za drogie, by dostać się powszechnie w wędkarskie ręce. Przez kolejne ponad 20 lat pozostawały głównie "żyłkami przyponowymi" sprzedawanymi w małych szpulkach lub w postaci gotowych zbieżnych przyponów muchowych na wielkie ryby... Choć przecież już w 1997 r. Seaguar zaproponował jednocześnie w Japonii, Australii, RPA i w Stanach Zjednoczonych "Carbon Pro" pierwszą na świecie fluowęglową żyłkę główną. W pewnym stopniu się udało, na przełomie wieków można było natknąć się na fluorocarbony na kołowrotkach amerykańskich wyczynowców startujących na większych zawodach oraz zamożniejszej wędkarskiej braci. W Stanach powiada się, że sprzęt wędkarski odnosi pełny, ogólnoamerykański sukces, jeśli staje się standardem w rękach łowców bassów. W 1999 roku wędkarze polujący na te ryby dostali przyponówki z serii Grand Max, a już w rok później końcówki zestawów powszechnie były wiązane z tej żyłki, choć początkowo równie powszechnie sprawiały kłopoty przy wiązaniu węzłów. Nawet najwyższej klasy fluorocarbon do dzisiejszego dnia musi być wiązany czysto i bardzo starannie, najlepiej po nawilżeniu splatanego odcinka żyłki. Rynek łowców bassów działa w dwie strony - już w roku 2001 Japończycy zostali zmuszeni do poprawek Grand Maxa i do sklepów trafiła wersja z powiększoną wytrzymałością na węzłach. Wciąż jednak tzw. szary wędkarz łączył główną nylonówkę lub plecionkę z fluorokarbonowym przyponem. Nawiasem mówiąc, specjalnym węzłem seagur. Katalog Seaguar W 2005 roku na kołowrotki bassowców zaczęła trafiać "miękka" żyłka InvizX - dzięki rozwojowi technologii z macierzystych zakładach, coraz tańsza i proponowana od razu na dwustujardowych szpulach. Dzisiaj handlowcy mogą ją nabyć od razu na szpulasach po 3 tysiące jardów. Kolejne lata, to kolejne, coraz cieńsze serie żyłek. Coraz lepszych i coraz bardziej przyjaznych dla wędkarzy. Pod względem jakości oraz ceny. A przede wszystkim pod względem stosunku jakości do ceny. Miarą sukcesu jest to, że na świecie istnieją tylko 3 fabryki produkujące stuprocentowe fluorokarbony - 2 w Azji i jedna w Niemczech. Reszta firm musi bazować na "materiale wyjściowym" od nich. Fluorokarbon stał się jednak tak modny, że powstało całkiem sporo zakładów dodających do zwykłego nylonu mniej lub więcej fluorowęglowej "struktury krystalicznej". Niemal w 100 proc. dane na szpulach, zarówno podawane przekroje, jak i wytrzymałość - pochodzą... z najdalszej krainy fantasy. Największym sukcesem są jednak wędkarskie kołowrotki wypełnione po rant szpuli jednorodną żyłką sygnowaną logiem SEAGUAR oraz tabele przekrojów i wytrzymałości bez żadnych przekłamań.